Było tak: 18 maja odwiedziliśmy pewną Firmę i kupiliśmy wannę oraz baterię do niej: prysznic, wylewkę (zwaną kiedyś kranem) oraz mieszacz (zwany kiedyś kurkami, obecnie zintegrowanymi w jedną wajchę). Rozpoczęło się oczekiwanie na zakupiony towar, który mieli dostarczyć dystrybutorzy (jeden od wanny, drugi od baterii). Wanna przyszła zarysowana, trzeba było ją reklamować, więc czekanie się przedłużyło. Cieszyliśmy się, że załatwiamy wszystko z wyprzedzeniem, półtora miesiąca przed miniremontem, który pod koniec czerwca rozpoczynali w naszym mieszkaniu malarz z elektrykiem, więc nie ma nerwów. Na tydzień przed ich wejściem, wanna z wyborowanymi pod baterię odpowiednimi dziurami znalazła się w naszym mieszkaniu. Wezwaliśmy pana hydraulika, który naszą starą wannę zdemontował, nową wannę osadził, po czym miał zainstalować baterię, zasilikonować szparkę między wanną a ścianą oraz zamontować elegancką osłonkę wanny. Tego wszystkiego jednak nie zrobił, bo po kilku minutach od osadzenia wanny pojawił się przed nami, mówiąc: „Ale tu czegoś brakuje”. W ręku miał mieszacz baterii, w którego otworze pod rękojeścią nie było stosownej zaślepki, a wyżej maskujący pierścień wyraźnie się chybotał, nie mając oparcia w pierścieniu mocującym. Zadzwoniłem do Firmy, w której bardzo się moim telefonem przejęli; poprosili tylko, żebym z powodów formalnych wypełnił w necie formularz zgłoszenia problemu, a ich dział reklamacji sprawą się natychmiast zajmie. I rzeczywiście, już 24 godziny po wypełnieniu formularza otrzymałem odpowiedź: „Proszę lepiej poszukać w pudełku, bateria jest na pewno kompletna”. Ponownie zadzwoniłem do Firmy, wyraziłem opinię na temat tego rodzaju porad, na co Firma mi wyjaśniła, że dostałem standardową odpowiedź, ale skoro twierdzę, że im bardziej zaglądam do pudełka, tym bardziej nie ma tam zaślepki ani pierścienia, to oni je dla mnie możliwie szybko sprowadzą, tylko że to potrwa, bo rzecz jest zagraniczna. Był koniec czerwca. Malarz i elektryk zaczęli prace, omijając częściowo zamontowaną nową wannę. Pod koniec ich działalności Firma zawiadomiła mnie, że zaślepkę i pierścień mogę już odebrać, co uczyniłem; a kiedy nasz mini-remont się skończył (była połowa lipca), wezwaliśmy pana hydraulika. Ten przyszedł i po kilku minutach wychynął z łazienki, mówiąc: „Ale to chyba nie pasuje”. Rzeczywiście: zaślepka nie zatrzymywała się w zaślepianym otworze, tylko wpadała do środka, a pierścień miał za małą średnicę. Czego nie sprawdziłem sam, bo mi to nie przyszło do głowy. Pojechałem do Firmy z mieszaczem, zaślepką oraz pierścieniem i powiedziałem, że jeśli na moich oczach sprzedawcy są w stanie złożyć to w całość, to ich przeproszę, ale nie sądzę. W Firmie bardzo się moją wizytą przejęli, stwierdzili, że słusznie nie sądziłem, wobec tego najszybciej, jak się da, sprowadzą mi już właściwą zaślepkę i pierścień, a nawet całość sami na miejscu złożą, tylko że to potrwa, bo rzecz jest zagraniczna. Zaczął się już sierpień, gdy Firma zawiadomiła mnie, żebym przyjechał. Na miejscu powiedziano mi, że owszem, zaślepka i pierścień już są, ale kiedy serwisant zaczął je montować, rozkręcił mieszacz i odkrył, że w środku znajduje się zużyta głowica, więc pewnie to ja ukradłem dobrą i założyłem zużytą i w dodatku zepsutą. Felieton 48 Mamy wannę. Mamy znowu wannę. Te dwa zdania to tytuł opowiadania grozy, którego fabuła rozgrywała się przez ostatnich pięć miesięcy. Jerzy Sosnowski Pisarz, dziennikarz, nauczyciel
RkJQdWJsaXNoZXIy MTI4OTM2MQ==